Pamiętam, gdy mama wyciągnęła z szafy zakurzone pudło i po raz pierwszy pokazała mi stare fotografie swojej rodziny. Moim oczom ukazała się wielka ilość porterów dorosłych, dzieciaków, zdjęć ze spotkań rodzinnych, ze świąt, szkolnych, z wycieczek, zdjęcia z wojska moich dziadków i wujków. Ale jako małą dziewczynkę najbardziej zainteresowały mnie fotografie ślubne.
A na nich babcia i jej siostry jak gwiazdy filmowe, lekko podretuszowane przez fotografa, w sukniach znanych mi ze starych filmów. Dziadkowie w mundurach, ze wzruszeniem na twarzy. Magia zdjęć, które przetrwały zawieruchy historii i niezliczoną ilość przeprowadzek. Teraz sama mam fotografie ślubne i mam wrażenie, że coś się po drodze zmieniło. Przede wszystkim ilość zdjęć: zamiast trzech - trzysta. Zamiast czarno-białych - kolorowe lub stylizowane na stare. Cel ten sam - pamiątka z ważnego wydarzenia. Jednak współczesne fotografie ślubne nie mają już tego czaru co kiedyś. Dlatego tak ważny jest wybór dobrego fotografa, który nie zamieni jakości w ilość. Cyfrowa fotografia sprawia, że łatwość robienia zdjęć równocześnie przechodzi w masowość. Znam fotografa, który w weekend w sezonie ślubnym robi fotografie ślubne plenerowe około dwudziestu parom. Zmieniają się twarze, nie zmienia się tło i ustawienia. Znam też fotografa, który również robi zdjęcia dwudziestu parom, ale rocznie. Zdjęcia przez niego wykonane przypomniały mi te stare rodzinne - widać pracę włożoną w każdy szczegół - kompozycję, kadr, światło. A przede wszystkim widać na nich uczucia młodych. I to chodzi.
Brak komentarzy.